Opowiadania

OBIECAJ MI, MAMO
Był pochmurny dzień, a mała Amelka przeziębiła się. Mama siedmioletniej dziewczynki poszła do apteki kupić lekarstwa, ponieważ chciała, by mała wyzdrowiała przed przedstawieniem, w którym Amelia miała wziąć udział. Miała być Maryją w szkolnych jasełkach. Bez niej przedstawienie nie wyszłoby.
Chwilę po tym, gdy mama małej wyszła, Amelia dostała wysokiej gorączki. Cały czas płakała z bólu, lecz jej stan jeszcze bardziej się pogarszał. Dzwoniła do swojej mamusi ze 20 razy, ale nie odbierała. Zadzwoniła więc do sąsiada, który sam próbował zadzwonić do Anny – mamy Amelii. Nadal nie odbierała. Dziewczynka została pod opieką sąsiada, pana Tomka.
Po upływie 2 godzin siedmiolatka była w takim ciężkim stanie, iż pan Tomasz zmuszony był zawieźć ją na pogotowie. Gdy dziewczynka została odwieziona do szpitala, jej sąsiad ruszył w podróż poszukiwania jej matki.
Amelcia pojechała na badania. Mamusia zrobiła jej piękne paznokcie, które do badań trzeba było zmyć. Dziewczynka nie chciała, płakała, gryzła lekarzy i kopała.
Pan Tomasz przeszukał całe miasto, lecz nie mógł znaleźć Ani. Poddał się. Pojechał do szpitala do dziewczynki i  lekarze powiedzieli mu, że Mela ma nowotwór, że może niedługo umrzeć, bo jej stan jest bardzo ciężki.
Pojechał na chwilkę do domu dziewczynki przywieźć jej ulubionego pluszaka, który nazywał się ciocia Grażynka. Okazało się, że Anna była w domu i martwiła się o dziewczynkę. Miała wyciszony telefon i była jeszcze u koleżanki. Gdy dowiedziała się o Amelce, to czym prędzej pobiegła do szpitala. Zobaczyła swoją bladą jak ściana córeczkę.
- Mamo, ja nie chcę.
- Czego nie chcesz?
- Być chora.
- Ja też tego nie chcę.
- Weź to ode mnie, nie chce być chora.
- Uwierz Melcia, my wielu rzeczy nie chcemy,  ale czasem tak bywa.
-  Ja chcę porozmawiać z tatą! Zadzwoń do niego.
- Wiesz Amelciu, że tata zginął w wojnie… Jest teraz wśród aniołków.
- Pojedziemy do niego?
- Kiedyś na pewno tak i to na zawsze.
- Suuuuuper!
- Mamo, a czemu ja nie jestem w domu?
- Bo jesteś bardzo chora. Patrz, co ci przywiozłam.
- O! A co tu jest napisane? Mmmmm….made in chi…china. Co to made in china?
- Czyta się „mejdin czajna”, czyli wyprodukowano w Chinach.
- To my jesteśmy w Chinach?
- Nie! Nie ale to jest zrobione w Chinach.
- To ty pojechałaś specjalnie do Chin?
- Nie, kupiłam to tutaj.
- W tym brzydkim domku – zapytała, mając na myśli szpital.
- Nie, w sklepie.
- Aha!
- Masz mnie zawieźć do domu, ale już!
- Nie mogę…
- Czemu?
- Bo musisz wyzdrowieć.
Nastała chwila ciszy, po czym lekarz zawołał Annę do swojego gabinetu.
- Amelia ma 24 godziny życia…
- Ja… jak to? Nie da się nic zrobić? Operacja? Zabieg? Nic? – pytała ze łzami w oczach.
- Guz jest już zbyt duży, rozrastał się już kilka lat, a poza tym ostatni zabieg dowiódł, że oprócz nowotworu nasza mała pacjentka ma wielkiego krwiaka. Próbowaliśmy już wszystkiego, lecz nic nie działa tak dobrze, by uratować jej . A teraz proszę spokojnie uświadomić córce że ma … – doktor nie dokończył zdania bo do gabinetu wpadła pielęgniarka, która miała jeszcze gorsze wieści.
- Doktorze, doktorze, stan pacjentki się bardzo pogorszył!
Matka wpadła w rozpacz.
Musiała się jednak pozbierać i pomóc córce odejść. Gdy podeszła do łóżka dziewczynki ,nic nie mówiła, tylko tuliła ją do siebie z płaczem.
- Mamo, obiecasz mi coś?
- Oczywiście…
- Zapamiętaj mnie taką, jaką byłam i w te złe i dobre dni.
I dziewczynka odeszła, lecz jedna obietnica została spełniona. Odwiedziła tatę.
Teraz nic nie było takie samo, Anna była cały czas smutna, a po kilku latach odebrała sobie życie. Przynajmniej cała rodzina była razem…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz